Blog PeTe

Dzieci kosztują… 20.06.2008

Kategoria wpisu: Dzieci, Polityka, Przemyślenia — PeTe @ 16:13
Tags: ,

Dzieci kosztują całkiem sporo, wie to każdy rodzic. Niedługo ma się to zmienić - niestety na gorsze. Już wkrótce czeka nas podwyżka VATu na odzież dziecięcą z 7% na 22%. Całkiem sporo prawda?

Oczywiście wszystkiemu winna jest UE, żydzi i masoni. A tak naprawdę nasz nieudolny rząd, który nie potrafi przeforsować niższej stawki. Wielka Brytania, kraj od lat unijny, ma na te artykuły stawkę 0%…

Nie wiem czy coś to da, ale zapraszam do włączenia się do akcji - Dzieci bez VATu.

 

Linux jest super? 15.02.2007

Kategoria wpisu: Komputery, Przemyślenia — PeTe @ 10:08

Zawsze twierdziłem, że szkoda wydawać pieniądze na produkty ze stajni Microsoftu, skoro można mieć np. lepszy system operacyjny zupełnie za darmo.

No własnie, tylko czy na pewno lepszy? Tak naprawdę zależy to od tego, co będziemy robić na naszym komputerze. Linux wyśmienicie nadaje się do pracy biurowej, przeglądania internetu, słuchania muzyki, czy też oglądania filmów (ale tylko tych które nie wymagają licencji). W tej roli system sprawdza się u mnie w domu od wielu lat i jestem z niego bardzo zadowolony.

Niestety ostatnio musiałem odrobinę zweryfikować swoje poglądy. Na 4 urodziny Kaj dostał od dziadków grę “Kubusiowe przedszkole”, gra wymaga windowsa 95 więc pomyślałem, że powinna działać bez problemów pod Wine. Instalacja przebiegła w miarę sprawnie. Wcześniej musiałem tylko zainstalować DCOM98 oraz IE6. Ponieważ instalowałem te programy z internetu, instalacja gry zajęła mi w sumie około 1,5 godziny. Przy uruchamianiu gry pojawił się pierwszy problem - okazało się, że mam za dużą ilość kolorów (?). Przełączyłem więc ręcznie środowisko graficzne na 8 bitów i spróbowałem ponownie. Tym razem natknąłem się na błąd, którego już nie udało mi się zwalczyć. Poległem i uruchomiłem grę na służbowym laptopie. Instalacja trwała około minuty i gra działa bez problemów…

Zdaję sobie sprawę, że za te problemy powinienem obwiniać producenta gry, a nie system operacyjny. Jednak patrząc z perspektywy tzw. end usera, linux do niektórych rozwiązań po prostu jeszcze się nie nadaje :(

Mam nadzieję, że kiedyś i te problemy zostaną rozwiązane, ale na dzień dzisiejszy - biorąc pod uwagę to, że ilość gier, w które będzie chciał grać Kaj, będzie stale rosła - muszę chyba zacząć się rozglądać za jakimś niedrogim windowsem. Niestety cena XP jest jak dla mnie ogromna, a nie wiem czy mogę na swoim lapku legalnie zainstalować tańszą wersję OEM…

Upgrade: Mogę zakupić licencję OEM. Ograniczeniem tej licencji jest przywiązanie systemu do konkretnego komputera.

 

Oburzenie muzułmanów 18.09.2006

Kategoria wpisu: Inne, Przemyślenia — PeTe @ 10:40

Muzułmańskie bojówki niszcząc kościoły potwierdzają, że cesarz bizantyjski, którego cytował Papież, powiedział o nich prawdę. Jak mawiał słynny Sted "jeśli coś kogoś dotyka, znaczy, że go dotyczy".
W całej tej sytuacji wygląda na to, że ktoś szukał tylko pretekstu, żeby wzbudzić protesty i uzasadnić atak na Kościół. Takim pretekstem stała się tym razem wypaczona wypowiedź Papieża.

 

Jak dobrze… 13.09.2006

Kategoria wpisu: Inne, Przemyślenia — PeTe @ 10:00

Jak dobrze jest zacząć dzień od wizyty u dentysty, później nie ma rzeczy niemożliwych ;)

 

Ludziom się nie dogodzi… 31.08.2006

Kategoria wpisu: Inne, Przemyślenia — PeTe @ 9:31

Wczoraj w jednej z lokalnych rozgłośni radiowych prowadzący, przy okazji podawania informacji o utrudnieniach w ruchu rzekł z wyrzutem: "gratulujemy drogowcom pomysłu na remont tej ulicy".
Jeśli droga jest zła - narzekają, jeśli drogowcy wzięli się za jej naprawianie - też narzekają. Jak już tę drogę naprawią, to pewnie też znajdzie się powód do narzekania…
Co za ludzie :(

 

Agenci SB ujawnieni… 7.08.2006

Kategoria wpisu: Inne, Przemyślenia — PeTe @ 8:05

Kolejny ksiądz przyznał się do współpracy z SB - taka informacjia pojawia się natychmiast we wszystkich mediach. A gdy opublikowany zostaje raport o działalności tzw. grupy D, oraz lista agentów działających w tej grupie, jakoś nikt się tym w mediach za bardzo nie zainteresował. Gazeta Wyborcza podała informację dopiero po dwóch dniach i to w dość skrótowej formie, a inne media nawet się nią nie zainteresowały.

Co takiego się stało, że ostoja prawdy i moralności, za jaką uważają się media, nie chce opowiadać o mechanizmach jakie stosowało SB w celu rozbijania polskiego Kościoła? Za to temat księdza, który współpracował z SB ciągną przez kilka numerów…

 

Białoruś…. 27.03.2006

Kategoria wpisu: Polityka, Przemyślenia — PeTe @ 9:31

Echo pisała kiedyś, że dziwi ją brak żywiołowych reakcji wobec tego co dzieje się na Białorusi. Zgadzam się z nią! Gdy Ukraińcy chcieli zmieniać swój świat, politycy jeździli do nich stadami, wszystkie gazety, portale robiły się na pomarańczowo, ludzie demonstrowali i obwieszali się wstążeczkami jedności i braterstwa… Teraz, gdy na Białorusi giną ludzie, którzy walczą o wolność, nagle ograniczamy się do suchych faktów i komentarzy sytuacji. Nikt nie chce zaangażować się w poparcie naszych sąsiadów… Na wiece i demonstracje przychodzi kilkanaście osób…
Czyżby wszyscy zapomnieli już jak to było u nas? Białorusini potrzebują naszego poparcia, potrzebują wiedzieć, że nie są osamotnieni w swojej walce! Apeluję do wszystkich - zakończmy ten marazm, piszcie do dziennikarzy, polityków, może uda się rozpocząć jakąś akcję…

 

Magia świąt 29.12.2005

Kategoria wpisu: Przemyślenia — PeTe @ 13:05

Ludziska narzekają wciąż, że handlowcy skomercjalizowali nam święta. Narzekają, narzekają, a jak już ponarzekają, to biegną do sklepów oddawać się szaleństwu przedświątecznych zakupów. Chyba więc jednak nie ma co narzekać na handlowców, a co najwyżej na nas - konsumentów. Przecież handlowcy sprzedają nam cały czas to, co chcemy kupić. Święta trącą komercją, bo ludzie tego chcą i to im się podoba. Jeśli ktoś nie chce dać się zwariować tak zwanej Magii świąt, to handlowcy raczej mu w tym nie przeszkodzą.
Zamiast wylewać żale na reklamy, markety i sprzedawców, lepiej spojrzeć co te święta oznaczają dla nas. Co tak naprawdę świętujemy?
Spójrzmy na życzenia, które sobie w te święta składamy - mogą nam one wiele powiedzieć o nas, o tym co jest dla nas naprawdę ważne. Pieniądze, awans, kariera, zdrowie, a może zbawienie i błogosławieństwo Boże?
Wigilia coraz częściej kojarzy się tylko z czasem wolnym od pracy, dobrą wyżerką, składaniem życzeń i prezentami. Dbamy o właściwą ilość potraw. Martwimy się, że kobieta przychodząca w wigilię sprowadzi na nas nieszczęście. Wkładamy do portfela rybią łuskę, żeby nie brakło nam pieniędzy. Tylko co to wszystko ma wspólnego z Bożym narodzeniem?
Nawet idąc z dzieckiem w święta do kościoła opowiada mu się - jaka to w kościele jest piękna szopka, z barankami, krówkami i osłami. A o tym, że pomiędzy tymi zwierzakami i wodotryskami leży Jezus - sprawca tego całego zamieszania, mówi się już rzadziej, jeśli nie wcale.
Chyba jednak warto wykorzystać świąteczny czas i zadumać się nad sobą. Nad tym co tak naprawdę świętujemy i co jest celem naszego życia…

 

Byłem w raju? 1.10.2005

Kategoria wpisu: Przemyślenia — PeTe @ 10:00

Ponad 30 godzin lotu i znalazłem się na Nowej Gwinei. Dzicz? Niby tak. Spotkałem tam jednak naprawdę szczęśliwych ludzi…

Przyszło nam urodzić się i żyć w kraju tzw. cywilizacji zachodniej. Wymusza to na nas życie w ciągłym napięciu, pełne lęków i niepokojów o to, co przyniesie kolejny dzień. Wymaga to od nas stałej uwagi i śledzenia bieżących wydarzeń, inaczej wypadniemy z obiegu i nie będziemy się do niczego nadawali. Dlatego u wielu ludzi, którzy weszli w dorosłe życie, chwile radości pojawiają rzadko i mijają bardzo szybko. Stąd też coraz bardziej popularne i pożądane stają się wizyty w gabinetach psychiatrów i psychologów. Gdy patrzę na naszą cywilizację, zastanawiam się: co w niej jest takiego cudownego, że staramy się wprowadzić jej zasady na całym świecie?

Podczas tegorocznych wakacji odwiedziłem piękny kraj położony na Pacyfiku: Papuę – Nową Gwineę. Kraj, który posiada praktycznie wszystko, czego potrzeba, żeby nazwać go rajem na ziemi. Tropikalny klimat na wybrzeżu, z krystalicznie czystą wodą i pięknymi rafami koralowymi. To właśnie tu kręcono najnowszą ekranizację Robinsona Crusoe. Wysokie góry z przepięknymi dolinami o dużo chłodniejszym i przyjemniejszym klimacie. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Ludzie żyją tu dniem dzisiejszym, nie planują dalekiej przyszłości. Panujący tu klimat i bardzo żyzna ziemia, która owocuje przez cały rok, zapewniają Papuasom życie bez lęku o to, co jutro włożą do garnka. Większość miejscowości pozbawiona jest prądu, telefonów i telewizji. Dzięki temu mieszkańcy mają więcej czasu dla siebie. Uwielbiają przesiadywać wieczorami i snuć opowieści: historie przekazywane z pokolenia na pokolenie, ale również te nudne opowiastki o tym, kto gdzie dzisiaj był, co upolował i kogo spotkał. Może to właśnie dlatego tak łatwo spotkać tu uśmiechniętego człowieka i tak łatwo nawiązać z Papuasami kontakt. Zawsze mają czas, żeby zatrzymać się i z tobą porozmawiać – przecież nigdzie im się nie spieszy.

Przemierzając Papuę z przykrością obserwowałem jak zanika tradycja i kultura Papuasów. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy, to ubiór. Nikt nie chodzi już w tradycyjnych strojach, zakładają je tylko na szczególne okazje lub na festyn kulturowy. Ubierają się w sklepach z australijską używaną odzieżą, sprzedawaną za grosze, które znajdują sie w każdej większej miejscowości. Młodzi Papuasi żyjący w większych miastach nie znają już swojego tokplesu (wewnętrzny język plemienia), porozumiewają się tylko urzędowym Tok pisin i rzadziej angielskim. A przecież język jest bardzo ważnym elementem kultury.

Przez cały czas trwają próby cywilizowania Papui, narzucania naszych standardów życia. Są one w większości przypadków nieudane. Nic dziwnego, przecież ludzie Ci mają wielopokoleniową tradycję, w którą nijak nie daje się wpisać naszej cywilizacji. Panujący tu system wantok (jedna mowa – ludzie należący do jednego plemienia i mówiący jednym językiem) jest skutecznym hamulcem edukacji i kariery zawodowej. Zgodnie z tym systemem, jeśli znalazłeś dobrą pracę, mieszkasz w dużym mieście, jeśli posiadasz jakieś dobra, założysz swoją firmę, musisz podzielić się wszystkim ze swoimi wantokami. Dlatego co dwa tygodnie, w dniu wypłaty, do miasta zjeżdżają całe wioski, żeby podzielić się pieniędzmi, które zarobił ich wantok. Po co więc się uczyć i szukać dobrej pracy? Po co się rozwijać, skoro przynosi to same problemy? Jeśli ktoś chciałby otworzyć tu jakiś biznes, a nie jest wantokiem, to nie ma szans na jego powodzenie. Chyba, że wżeni się w dane plemię i stanie się dla nich wantokiem. Wówczas jednak musi podporządkować się systemowi i dzielić się zyskami.

Wprowadzenie demokratycznych metod rządzenia również się tu nie sprawdza. Jaki sens mają demokratyczne wybory w kraju, w którym nie ma dokumentów potwierdzających tożsamość, w którym nie prowadzi się rejestracji urodzin i zgonów? Wybory są tu zwykłą manipulacją. System wantok jest dla Papuasów tak naturalny, iż nikogo nie dziwi tu, że syn premiera zostaje ministrem. Kraj bogaty w złoża gazu, złota i ropy naftowej, jakim jest Papua, powinien rozwijać się w szybkim tempie. Niestety, tak nie jest, podatki, które nakłada państwo na wydobycie złota i ropy, znikają nie wiadomo gdzie. Szkoły nie mają pieniędzy na funkcjonowanie, bo pieniądze, które powinny dostać od państwa, znikają gdzieś po drodze. Podobnie szpitale. Uniwersytet w Madang musi utrzymywać się z darowizn firm australijskich. Drogi są tu w takim stanie, że jedyny sensowny transport na duże odległości, to transport lotniczy. Jeśli dołożymy do tego wysoką przestępczość, to zaczyna nam się jawić dość nieciekawy obraz. Nic dziwnego, że większość europejskich biur turystycznych odradza podróże na Papuę.

Europa budowała swoją cywilizację przez wiele wieków. Próba wdrożenia jej w krótkim czasie, w jakimkolwiek kraju o zupełnie odmiennej tradycji i kulturze, z góry skazana jest na niepowodzenie. Mam też wrażenie, że nawet jeśli się to w końcu uda, to ludzie Ci nie będą ani odrobinę szczęśliwsi. Wręcz przeciwnie – będą tęsknić za tymi chwilami beztroski, gdy spędzali całe dnie na pogawędkach i sporach. Czy dla poprawy stanu zdrowia, bezpieczeństwa i standardu życiowego trzeba ich zmieniać w zestresowanych i nieszczęśliwych ludzi “sukcesu”? Czy trzeba niszczyć ich odmienność, dopasowywać do europejskich standardów, a tradycję i kulturę papuaską przenieść do rezerwatu?

Artykuł ukazał się na łamach magazynu Histmag.