Po męczącej podróży z Krakowa czas na chwilę refleksji nad ostatnim wydaniem JDD.
Uczestnicząc w różnych wykładach ciężko było nie zauważyć olbrzymich różnic w warsztacie rodzimych prelegentów i ich amerykańskich odpowiedników. Nie chodzi mi tu bynajmniej o treść merytoryczną, a jedynie o formę.
Amerykańscy goście zawsze potrafili powiedzieć wszystko co zaplanowali trzymając się wyznaczonych ram czasowych, podczas gdy Polacy mieli wielkie problemy, żeby zapanować nad ilością wiedzy, którą chcieliby się z nami podzielić. Oczywiście większość tematów była interesująca i wniosła wiele przemyśleń, jednak niesmak pozostaje.
Irytującym również było słownictwo angielskie spolszczane i odmieniane przez przypadki (jak “skedżuling” w wykonaniu Waldemara Kota).
Mam w związku z tym postulat do prowadzących wykłady, aby ćwiczyli przed wykładem, czy są w stanie zmieścić się w czasie i ewentualnie zmniejszali ilość informacji, które chcą przekazać. Proszę również, o decyzję dotyczącą używanego języka. Mixy językowe mogą naprawdę mocno razić i spowodować negatywną ocenę mocnego merytorycznie wykładu. Wiem, że będąc widzem łatwo jest krytykować, mam jednak nadzieję, że moja krytyka będzie choć odrobinę konstruktywna ;)
Pomijając jednak te drobne, acz irytujące, tematy uważam całą konferencję za udaną. Warto było przejechać się 280km, żeby posłuchać o trendach i pomysłach pojawiających się w świecie programistów Javy. Szczególne wrażenie wywarły na mnie groovy i grails. Widzę w nich świetne narzędzie do szybkiego prototypowania aplikacji i muszę się im w związku z tym bliżej przyjrzeć.
Z niecierpliwością oczekuję już na kolejne wydanie JDD. Może tym razem uda się podejście do dwudniowej konferencji, chociaż słychać już o tym od 3 lat…


